środa, 30 kwietnia 2014

102/ Bananowe płatki ryżowe

Wczoraj zobaczyłam u mojej siostry dojrzałe banany. Bardzo dojrzałe - całe czarne. Tylko jeden miał małą, żółtą plamkę... czyli były idealne! Bo przecież takie są najlepsze! :D Wiedziałam, że siostra na pewno już ich nie ruszy (ona woli wręcz zielone), a co gorsza - wyrzuci :( Zabrałam je więc ze sobą do domu, po co ma się marnować, skoro ja zjem? :D

Dzięki jednemu z tych czarnuchowi moja 'ryżanka' (hehe c:) była baardzo słodka :D Uwielbiam bananowe śniadania :)





 Bananowo-kokosowe płatki ryżowe na mleku; podane z resztą banana i gorzką czekoladą
Banana-coconut rice flakes with  dark chocolate, banana

Ryżowe chyba najbardziej smakują mi z bananem. Dałabym jeszcze kakao, ale nie miałam ;p Na szczęście część zapasów już uzupełniona... Ale zapomniałam o najważniejszym, no nie mogę w to uwierzyć... Jak mogłam nie kupić cynamonu? :<

Zrezygnowałam z wody na rzecz mleka. Akcja "T" all the way.










***


Chyba całkiem dobrze radzę sobie w szkole... żadnej 2, 1

***
Nareszcie wolne. Niby tylko 4 dni, ale zawsze coś. Pociesza mnie myśl, że już za 2 miesiące wakacje :) Dla relaksu i odstresowania się planuję zrobić sobie 1h sesję ćwiczeń. Z racji mojej prywatnej akcji na wiele sobie nie pozwolę... Bez obaw, tylko lekkie ćwiczenia, rozciąganie.
 Joga jest świetna :)

wtorek, 29 kwietnia 2014

101/ Kokos&jagoda&truskawka w waniliowych płatkach

Dzisiaj na śniadanie wybrałam typowo letnie smaki: jagody, truskawki i wiórki kokosowe zatopione w przepysznej... no właśnie... życiance?








 Jagodowo-truskawkowe płatki żytnie "życianka" z wiórkami kokosowymi na budyniu waniliowym, podane z gorzką czekoladą i wiórkami kokosowymi
Porridge with berries, coconut chips, dark chocolate and vanilla pudding





 Taaka gęsta była. Jak lubię :D
Dzisiaj jedno, z moich ulubionych dodatkowych zajęć. Angielski :)
A tam sprawdzian, ale mam nadzieję, że z tym problemu nie będzie :)





***


Pomysłów już brak, sialalalalaa

***




poniedziałek, 28 kwietnia 2014

100/ Owsiany chlebek bananowy

To mój setny post tutaj i... muszę przyznać, że coraz bardziej mi się tutaj podoba :)
Dziękuję wszystkim nie tylko za pozytywne komentarze, ale również za wszystkie rady, szczere opinie...
Myślę, że blog pomaga. Jest swego rodzaju terapią, która działa. Tak naprawdę.
Dzisiejsze śniadanie powinno być wyjątkowe, ale ja do końca nie wiedziałam, jak powinno wyglądać. Postawiłam więc na coś, co już kiedyś jadłam. Tylko, że trochę w innym wydaniu :)

Moje śniadanie dołączam do akcji: 

Zdrowy tryb życia



***





Bananowy, kokosowy chlebek owsiany z kawałkami czekolady
Single serving banana & coconut oat chocolate chip bread 

1 duży banan, najlepiej dojrzałego
1 jajo
ew. 1 łyżka miodu
ok. 8 łyżek zmielonych płatków owsianych
niecała łyżeczka sody oczyszczonej
płyn do konsystencji (u mnie zsiadłe mleko)
1 pasek gorzkiej czekolady
2-3 łyżeczki stopionego oleju kokosowego
garść wiórków kokosowych

Banana rozgniatamy widelcem z jajkiem i miodem. Do tej masy dodajemy zmielone płatki, wiórki kokosowe i olej. 
Rozrzedzamy masę zsiadłym mlekiem do uzyskania odpowiedniej konsystencji (takiej jak na pancakes). Dodajemy posiekaną czekoladę i przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok. 35-40 minut w temp. 180ºC.



Próbowałam ułożyć 100 z kawałków czekolady, ale cóż... widać, jak wyszło ;p No i znowu ujawnia się mój brak foremki na mini-chlebki :P

 Nie wiem, czy to bardziej owsianka czy owsiany chlebek, ale wiem jedno - bardzo dobrze smakuje :D Aż tata się skusił na kawałek. No i dobrze, bo był bardzo sycący :D
Musieliście bardzo mocno trzymać za mnie kciuki, bo... obu sprawdzianów nie było! Na geografii pani (znowu) zapomniała skserować testy, a pani od matematyki była chora przed świętami (już wtedy mieliśmy pisać) i nie skończyliśmy powtórzenia.
Jednak i tak nadal mam do napisania 2 sprawdziany i kartkówkę. Ale już tylko dwa dni :)



Staram się.


***



Mistrzostwo.


niedziela, 27 kwietnia 2014

99/ Owsianka podwójnie jabłkowa

Ostatnio cały czas próbuję czegoś nowego, jem naprawdę pyszne rzeczy, ale stęskniłam się za owsianką. Bo zawsze się do niej wraca :)

Dzisiaj moja modelka była dość kapryśna, więc nie wygląda zbyt apetycznie - ale naprawdę smakowała :)


 Owsianka na soku jabłkowym 100% gotowana z anyżem, cynamonem, jajkiem z serkiem wiejskim*; podana z jabłkiem duszonym w rozmarynie i prażonym słonecznikiem

*jajko rozmieszane z serkiem dodałam pod koniec gotowania



Cynamon znowu to zrobił. Nie, nie zgubił się. Gorzej. Skończył! :( Tylko laski mi zostały, zawsze mogę je zetrzeć...

Aha i ostatnia wiadomość z poprzedniego tematu: Uznałam, że nie będę pisać o moich dolegliwościach, bo to jest po prostu nieciekawe. Może przejdzie, może nie. Jak nie, to żyłam z tym tyle czasu, będę żyć dalej. Kiedyś może zrobię sobie jakieś badanie i już.


***

Kocham zwierzęta. Chyba z wzajemnością.

^ trochę czuję się winna, ale co poradzić


Nie wiem, czy jutro rano się tu pojawię, więc proszę o kciuki już teraz - mam dwa sprawdziany: z matematyki i geografii. Przydałby się też kop i zagonienie do książek, bo do geografii to jeszcze nie zaglądałam...

Jutro się coś szykuje... Tak? ;)

***

Zapraszam na słodkie bułeczki <klik>. Jeszcze niedorobiony, ale popracuję nad tym ;)

sobota, 26 kwietnia 2014

98/ Waniliowy serniczek gotowany z musem truskawkowym, świeżą miętą i czekoladą

Nareszcie stąd. Ten zapach.... nie do opisania. Smak, oczywiście też. Słodkie, ale kwaskowate. Jednak, to po zapachu można już je rozpoznać. Nasze, polskie truskawki :D





Waniliowy serniczek gotowany na zimno z musem truskawkowym, podany z truskawkami, sosem czekoladowym* i świeżą miętą

*gorzka czekolada, trochę wody, odrobina mleka



Porcja była naprawdę duża - nawet moja mama uznała, że nie dałaby rady tyle zjeść na raz. Powiedziała też, że "zjem tyle, a potem narzekam, że mnie brzuch boli" - a jak zjem mało też źle. 
Ehh... mamie nie dogodzisz...
Zjadłam więc około połowy (może mniej, może więcej) i do tego 3 mini drożdżowe, domowe bułeczki: makową, jagodowo-kokosową i cynamonową :D

Dziękuję wszystkim za komentarze wczoraj i za rady, które mi daliście. Myślę, że każdy z Was mógł mieć trochę racji, choć niektórzy nie zrozumieli mnie do końca. 
To nie jest tak, że ciągle zmuszam się do jedzenia - ale czasami po prostu trzeba i myślę, że o tym wiecie.
Nie omijam też ciągle posiłków - wręcz przeciwnie, czasami zbyt dokładnie dbam o 3h przerwy (chociaż czasami muszą to być 2h. Ale to głównie dlatego, że jestem do tego przyzwyczajona i jak zjem po tym czasie, to nie chodzę głodna. Jednak pojawia się też takie uczucie pełności i myślę, że wtedy lepiej poczekać na głód, niż się zapychać...
Chodziłam do dietetyka, więc trochę wiedzy mam. Mimo tego, że lepiej mi się śpi na pusty żołądek (czyli tak naprawdę bez kolacji), bo przez dłuższy czas jadłam ostatni posiłek ok. 18 (ach, te mity), to teraz dbam o kolację ok. 2h przed snem. Tylko takie mam wyjście. Ostatnio rezygnowałam z tego posiłku z powodu złego samopoczucia i... myślę, że miałam trochę zbyt obfite podwieczorki i jadłam je, chociaż nie miałam ochoty i nie byłam głodna - co tylko nasilało to wszystko.
Jednak biorę się w garść i mam zamiar wszystko poukładać...

***



Zawsze przepraszam pierwsza

piątek, 25 kwietnia 2014

97/ Surowa gryczanka bananowo-orzechowa z cynamonem i czekoladą

Dzisiaj mój debiut z kaszą gryczaną w wersji raw. Mam być szczera? W smaku bardzo dobra, ale... jej konsystencja. Okropnie wodnista. Zepsuło mi to śniadanie...
Lubię, jak coś jest choć trochę gęste, a to w ogóle nie było... Jednak jest na to rada! Gdzieś przeczytałam, że gryczanka gęstnieje w ciągu kilku dni, więc następnym razem zrobię ją wieczorem i zostawię na noc w lodówce i może będzie lepsza. Zostało mi trochę wczorajszego podwieczorku, bo mi się nie zmieścił do słoika ;p Dorzuciłam więc resztki do dzisiejszej miseczki, ale już po zdjęciach.



 Surowa gryczanka bananowa z cynamonem i orzechami ziemnymi*; podana z resztką banana, polewą z gorzkiej czekolady i orzechami*; później trochę waniliowej kaszki kukurydzianej i gruszki karmelizowanej w czekoladzie

*duuuuużo orzechów :D



***
Ostatnio nie mam ochoty na jedzenie. W ogóle. Serio, mogłabym nic nie jeść i jakoś bym nie tęskniła. Ten brak apetytu mnie dobija, bo przecież tak nie można. Mam tak od mojego pamiętnego 'obżarstwa'. Szkoda tylko, że wtedy też nie miałam ochoty na nic, co zjadłam. Na nic. Jadłam, żeby nikt się mnie nie czepiał. I jak na tym wyszłam? Jeszcze mi wmawiają, że jakbym nie zjadła to nic by się nie stało. A ja przecież wiem i wielokrotnie słyszałam, co mówią w takich sytuacjach...
Dwa dni nie jadłam na wieczór, dwa dni jadłam i wczoraj już nie mogłam. Te ciągłe wzdęcia, odbijanie, gazy, ból brzucha, czasami nawet wracają zaparcia, jedyny plus - nie ma ich cały czas, jak wcześniej... Miałam wrażenie, że po prostu pęknę, wybuchnę... Nie chciałam iść spać tak zupełnie 'na sucho', więc wypiłam szklankę słabego kakao z cynamonem. Było jeszcze gorzej...
Mam tego dosyć. Tak jest cały czas :( 
Zdrowo się odżywiam, chyba dostarczam organizmowi tego, co potrzebuje... Te dolegliwości chyba powinny ustąpić?

***


Lubię zmywać.

czwartek, 24 kwietnia 2014

96/ Naleśniki drożdżowe z kokosowo-jagodowym nadzieniem i czekoladą

Dzisiaj znowu drożdżowo, ale muszę przyznać, że gofry o wiele lepsze i bardziej pączkowe :)
Chociaż, to może moja wina - nie umiem nawet smażyć normalnych naleśników, a zabieram się za te drożdżowe ;p
Z tego przepisu. Wydawało mi się, że ciasto jest za gęste, więc trochę rozrzedziłam przed 1 naleśnikiem - a po nim, to chyba wlałam pół butelki maślanki do ciasta. O ironio, ten pierwszy, niby najgrubszy był o wiele lepszy - smakowo i pod względem robienia - bardzo łatwo się go smażyło.  W porównaniu do innych, których część wylądowała w koszu...
Już usmażone ( z trudem) naleśniki posmarowałam domowym dżemem jagodowo-borówkowym, na który wyłożyłam kokosowy twarożek i mrożone jagody. Złożyłam je na pół i polałam sojową polewą czekoladową (1 duża kostka gorzkiej czekolady i trochę mleka sojowego). Wszystko razem stworzyło smaczną całość.


Mocno trzymamy kciuki za trzecioklasistów!



Nadgryziony, hehe :D

 Drożdżowe, żytnie naleśniki smażone na oleju kokosowym, podane z kokosowym twarożkiem, dżemem jagodowo-borówkowym i sojową polewą czekoladową





***


Jak już sobie coś postanowię, to wytrwale do tego dążę




środa, 23 kwietnia 2014

95/ Gofry jak pączki

Pierwsze skojarzenie po pierwszym kęsie - pączki. Tylko o wiele lepsze, bo nie takie tłuste.
Chrupiące z wierzchu, miękkie i puszyste w środku. Koniecznie do powtórzenia. Najlepsze gofry! 
Mam w lodówce jeszcze 9/10 (:P) paczki drożdży, bo na Święta jednak nie zdążyłam upiec babki ani bułeczek. Poszperałam trochę w internecie i skomponowałam własny przepis na dzisiejsze śniadanko. Możecie się spodziewać kontynuacji drożdżowych śniadań w ciągu najbliższych dni :)





Żytnie gofry drożdżowe podane z jabłkiem karmelizowanym w miodzie z majerankiem oraz z domowym dżemem jagodowo-borówkowym (nie ma na zdjęciu)


PRZEPIS:

10g świeżych drożdzy
ok. pół szklanki mleka
szczypta mąki żytniej typ 720
1 łyżeczka miodu 'czubata'

ok. pół szklanki mąki żytniej typ 720
niecała łyżka stopionego masła
1 wiejskie jajko

Mleko podgrzewamy aż będzie ciepłe, rozpuszczamy w nim drożdże z miodem i szczyptą mąki, odstawiamy na chwilę i czekamy aż się zapieni. Po tym czasie, dodajemy resztę składników i mieszamy dokładnie. Masa nie musi być idealnie gładka - za to powinna być gęsta i lepka, ale jednocześnie trochę lejąca. Przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy na noc do lodówki.

Rano pieczemy gofry w dobrze nagrzanej, lekko natłuszczonej gofrownicy.
Smacznego! :)







***


Lubię gotować dla innych



Uzupełniłam zakładkę "O mnie", więc jeśli chcielibyście mnie bliżej poznać <KLIK>.
Miałam to wszystko umieścić w którymś poście, ale uznałam, że byłoby stanowczo za długo...
Miłego dnia i powodzenia dla wszystkich piszących teraz egzaminy! :)


PS. Nie, nie mam brudnych paznokci - są pomalowane na czarno ;p

wtorek, 22 kwietnia 2014

94/ Jaglane brownie bananowe z kokosową nutą

93 czy 94? Nie wiem, czy ciasto się liczy? Numeruję śniadania czy wszystkie posty? Nie wiem. Denerwuje mnie to. Myślę, nad założeniem odrębnego bloga... :\

Jeśli chcecie poznać moją historię, znajdziecie ją u góry w zakładkach...






Pieczona jaglanka brownie bananowo-kokosowa
z czekoladową polewą i wiórkami kokosowymi
3,5-4 łyżki kaszy jaglanej (suchej) + ok. 250 ml mleka (sojowego)
2 łyżki wiórków kokosowych
3 pełne łyżki kakao
1 łyżeczka oleju kokosowego
1 wiejskie jajko
niecała łyżeczka sody oczyszczonej
1 bardzo dojrzały banan

1 łyżeczka oleju kokosowego
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka wody
1 łyżeczka kakao


Kaszę gotujemy na mleku sojowym i studzimy. Umieszczamy razem ze wszystkimi składnikami w blenderze i miksujemy do uzyskania gładkiej masy. Przekładamy gęstą masę do naczynia i pieczemy przez 35 minut w temperaturze 180ºC.

Składniki na polewę łączymy i polewamy nią upieczoną jaglankę.
Smacznego :)








Na ciepło była świetna - wilgotna, mokra, bagniasta - jak prawdziwe brownie. W konsystencji przypominała trochę ciasto fasolowe. Jestem pewna, że gdyby ją ostudzić i zostawić na noc w lodówce, byłaby tak samo dobra - albo i jeszcze lepsza. Była by bardziej jak ciasto.

Dzisiaj nadal jaglana, bo wciąż nie czuję się najlepiej. Mam dość jedzenia. Przynajmniej tego 'normalnego'. Mimo tego, że ta jaglanka nie wydaje się być lekka - to taka była. Do tego bardzo sycąca. Nie miałam ochoty na jedzenie, w ogóle - a przecież musiałam, więc trzeba było wymyślić coś na zachętę. Śniadanie spełniło swoje zadanie.

***
"Could you ask your friend to do his exercises somewhere else? I shall be having lunch directly, and don't want it bounced on just before I begin. A trifling matter, and fussy of me, but we all have our little ways."
- Kłapouchy



Staram się być szczera ze wszystkimi

wczoraj powiedziałam mamie