niedziela, 7 września 2014

233/ Pieczona w dwóch smakach

Na niedzielny poranek zaplanowałam pieczoną owsiankę. Dawno jej tutaj nie było, a był taki okres, że jadłam ją codziennie w różnych wariacjach (intensywna akcja "T"). Oznacza to, że zdecydowanie warto spróbować śniadaniowej królowej w takiej wersji. Zwłaszcza, że można przygotować ją wieczorem - duża oszczędność czasu w dni szkolne. Dzisiaj jednak upieczona na świeżo, rano. Zjedzona gorąca i parująca, ze smakiem, no bo jak to inaczej, gdy tyle w niej różnych smaków? Idealne rozpoczęcie dnia :)



Bananowo-cukiniowa pieczona owsianka w dwóch smakach (czekoladowa z makiem i waniliowa z mąką kokosową) z 1 dużą kostką gorzkiej czekolady; zielona herbata z wanilią
Banana-zucchini baked oatmeal (chocolate with poppy seeds & vanilla-coconut) with dark chocolate 

5 łyżek płatków owsianych górskich
1/4 mleka sojowego naturalnego (u mnie trochę rozcieńczone z wodą)
1 nieduże jajko od szczęśliwej kurki
kakao, mak do smaku 
1 łyżka budyniu waniliowego w proszku
 mąka/wiórki kokosowe
1 średniej wielkości banan
ok. 10 cm kawałek cukinii giganta
soda oczyszczona - niecałe 1/2 płaskiej łyżeczki

Płatki zalewamy napojem i odstawiamy na noc do lodówki.
Rano rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni C i przystępujemy do robienia owsianki : płatki mieszamy z jajkiem, rozgniecionym bananem i cukinią (obraną i startą na tarce o dużych oczkach) oraz sodą oczyszczoną. Masę dzielimy na dwie równe części: do jednej dodajemy proszek budyniowy i mąkę kokosową/wiórki, a do drugiej kakao i mak. Obie masy przekładamy do jednego żaroodpornego naczynka i zapiekamy przez 15 minut.



Wstałam rano, jak zwykle, ale zdecydowałam jeszcze poleżeć i ponownie zasnęłam. Obudziłam się później niż miałam w zamiarze i owsianki miałam już nie zapiekać, bo takie pracochłonne i zajmujące dużo czasu śniadanie 'zniszczyłoby' mój plan posiłków. Ale hej! Jest niedziela, jak zjem śniadanie trochę później nic się nie stanie, tak? Małe kroki do przodu trzeba robić, więc... wyłączamy myślenie. "To" myślenie.








17 komentarzy:

  1. I bardzo dobrze, że ją zapiekłaś! Takie myśli związane z jedzeniem niech pójdą precz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wbrew pozorom, nie można myśleć za dużo, więc plus dla Ciebie, za hamowanie tego procesu :)
    A pieczona wciąż przede mną!

    OdpowiedzUsuń
  3. zapiekanej dawno nie jadłam :<
    podobają mi się twoje kroki naprzód, tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ta roztopiona czekolada :3
    tak trzymaj i do przodu! (:

    OdpowiedzUsuń
  5. Małe kroczki, a cieszą :) Owsianka była warta tego porannego czekania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łał, na takie połączenie bym się nie zdecydowała! Fajne, podoba mi się :) Smacznie wygląda ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja pieczoną lubię chyba najbardziej! :)
    Kusisz tą czekoladą!

    OdpowiedzUsuń
  8. bo pierwszy krok to początek drogi do sukcesu... brawo!

    OdpowiedzUsuń
  9. czekoladowo, lepiej być nie mogło *.*
    mam taki sam tok myślenia, dobrze mówisz, czasem trzeba się wyłączyć !:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale ciekawy pomysł na pieczoną owsiankę ;)
    Pamiętaj takie kroczki są najważniejsze i jeszcze bardziej motywują do działania ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. małymi krokami do przodu!
    lubię takie dwu smakowe potrawy, mogę później stwierdzić która lepsza :D

    OdpowiedzUsuń

Śmiało wyraź swoje zdanie! Każdy Twoje słowo się liczy :)